Ile kranów potrzebuje ogród i gdzie je umieścić, żeby podlewanie nie było udręką?
Październik to miesiąc, w którym ogród się wycisza, a ogrodnik ma wreszcie czas, żeby spojrzeć na niego chłodnym okiem. Rabaty są po sezonie, warzywnik powoli pustoszeje, a w pamięci jeszcze świeże są lipcowe wieczory spędzone na ciąganiu węża przez cały trawnik. Właśnie teraz, zanim ziemia zamarznie, najłatwiej zaplanować, skąd woda ma płynąć w przyszłym roku.
Dla wielu osób jedyny kran w ogrodzie to ten na ścianie domu, przy tarasie. Przy małej działce to wystarcza, ale przy ogrodzie z warzywnikiem, szklarnią i rabatą bylinową na drugim końcu posesji jeden punkt poboru wody zamienia podlewanie w codzienną gimnastykę.
Gdzie postawić punkt poboru wody, żeby nie biegać z wężem
Dobrym punktem wyjścia jest zwykły plan ogrodu narysowany na kartce. Zaznacz na nim miejsca, które podlewasz najczęściej: warzywnik, szklarnię lub tunel foliowy, donice na tarasie, młode drzewka owocowe i rabaty z roślinami, które źle znoszą suszę, jak hortensje czy rododendrony. Potem oceń, czy wąż o długości 20-25 metrów dociera do nich z jednego kranu. Dłuższe węże są ciężkie, plączą się, a ciśnienie na ich końcu wyraźnie spada.
Zwykle okazuje się, że przydałby się drugi, a czasem trzeci punkt. Najwygodniej postawić go przy warzywniku albo przy szklarni, bo tam podlewa się codziennie, często dwa razy dziennie w upały. Kran przy kompostowniku też ma sens, bo pryzmę w czasie suszy trzeba zwilżać, żeby rozkład nie stanął w miejscu. Przy każdym punkcie warto zaplanować wieszak albo wózek na wąż, żeby nie leżał na ścieżce.
Wodę do dalszych punktów prowadzi się rurą zakopaną w ziemi. Najczęściej jest to rura polietylenowa, która jest elastyczna, odporna na korozję i nie przeszkadzają jej korzenie, o ile nie leży tuż przy pniu drzewa. Wykop warto poprowadzić skrajem ścieżki albo trawnika, a nie przez środek rabaty, do której za kilka lat będziesz chciał sięgnąć szpadlem.
Kran na ścianie, na słupku czy w ziemi
Punkt poboru w głębi ogrodu może mieć kilka postaci. Najprostszy jest kran na drewnianym lub kamiennym słupku, na wysokości wygodnej do podłączenia węża i napełnienia konewki. Ciekawą alternatywą jest punkt poboru schowany w gruncie, w małej studzience z pokrywą, który nie odbiera nic z wyglądu rabaty. Do takiego punktu podłącza się wąż szybkozłączką, a po podlaniu zamyka pokrywę i znowu widać tylko trawę.
Bez względu na formę w sklepach i katalogach ta armatura występuje najczęściej pod hasłem zawór ogrodowy, a różnice między modelami są istotne. Warto zwrócić uwagę na materiał korpusu, bo mosiądz znosi lata pracy na zewnątrz lepiej niż tworzywo, oraz na gwint wylotu, do którego przykręca się złączkę węża. Część zaworów ma wbudowane zabezpieczenie przed cofaniem się wody, co ma znaczenie, gdy wąż leży w beczce z gnojówką z pokrzywy albo w oczku wodnym. Bez takiego zabezpieczenia przy spadku ciśnienia w sieci zawartość beczki mogłaby zostać zassana do domowej instalacji.
Mróz to największy wróg kranu w ogrodzie
Woda zamarzając zwiększa objętość, a zawór, w którym została, potrafi pęknąć przy pierwszym poważniejszym mrozie. Pęknięcie często wychodzi na jaw dopiero wiosną, kiedy po odkręceniu kranu woda leje się z korpusu albo z rury pod ziemią. Dlatego każdy punkt poboru w ogrodzie powinien dać się na zimę odciąć i opróżnić.
Najprostszy sposób to zawór odcinający w domu, na przewodzie prowadzącym do ogrodu, najlepiej z kurkiem spustowym. Przed zimą zakręca się go, odkręca kran na zewnątrz i pozwala wodzie wypłynąć. Jeśli rura w ogrodzie biegnie w ziemi, układa się ją z lekkim spadkiem w stronę miejsca, w którym da się ją odwodnić, a sam przewód zakopuje odpowiednio głęboko. Istnieją też zawory mrozoodporne, w których element zamykający siedzi wewnątrz ściany, w cieple, a na zewnątrz zostaje tylko wylewka bez wody.
Przed pierwszymi przymrozkami dobrze jest przejść ogród z krótką listą:
- zakręcić zawór odcinający ogród i odkręcić wszystkie krany na zewnątrz,
- odłączyć węże, opróżnić je z wody i schować do szopy lub garażu,
- zdjąć z kranów szybkozłączki, zraszacze i rozdzielacze,
- sprawdzić, czy przy kranie na słupku nie zbiera się woda, która zamarznie wokół rury,
- zapisać, który zawór w domu zamyka który odcinek ogrodu.
Woda z sieci, ze studni czy z beczki
Rośliny nie mają jednakowych upodobań. Azalie, rododendrony, wrzosy i borówki źle reagują na twardą wodę z wodociągu, bo wapń stopniowo podnosi odczyn gleby. Dla nich najlepsza jest deszczówka. Warzywa i trawnik zniosą wodę z sieci bez problemu, choć latem zimna woda prosto z kranu bywa dla nich szokiem, więc lepiej podlewać wieczorem lub wcześnie rano.
Jeśli w ogrodzie jest studnia, punkty poboru można zasilić z niej, a wodociąg zostawić tylko do domu. To dobre rozwiązanie przy dużych ogrodach, bo przy codziennym podlewaniu rachunek za wodę z sieci szybko rośnie. Nie wolno jednak łączyć instalacji studziennej z wodociągową na stałe, bez odpowiedniego rozdzielenia, bo woda ze studni mogłaby trafić do sieci. Przy takim układzie warto poprosić instalatora o rozrysowanie, który kran zasila która woda, i oznaczyć je w ogrodzie.
Kiedy zlecić prace i skąd wziąć materiał
Jesień to dobry czas na wykopy, bo rabaty są już po kwitnieniu, a ziemia jeszcze nie zamarzła. Rurę z nowym punktem poboru można poprowadzić w październiku lub na początku listopada, a przed zimą tylko odwodnić. Wiosną wystarczy otworzyć zawór i od pierwszego ciepłego dnia mieć wodę tam, gdzie jest potrzebna. Kto ma wprawę w pracach hydraulicznych, poradzi sobie sam, ale wpięcie się w domową instalację lepiej zostawić instalatorowi.
Materiał do takiej rozbudowy, czyli rury, kształtki, zawory odcinające i krany zewnętrzne, kupuje się zazwyczaj w hurtowni instalacyjnej. W oddziałach Onninen pracownicy podpowiedzą, jaką średnicę rury przyjąć przy danej długości trasy i jaki zawór sprawdzi się na słupku w ogrodzie.
Dobrze rozplanowana woda w ogrodzie oszczędza czas, a roślinom zapewnia regularne podlewanie, nawet w najbardziej upalne tygodnie. Parametry zaworów, kranów zewnętrznych i rur do ogrodu sprawdzisz na www.onninen.pl
Artykuł sponsorowany
